Albania Refleksje

Życie w Albanii

Ponad 8 tygodni jestem daleko od domu. Przyzwyczaiłam się tu być, a po 2 tygodniach przesiąkłam życiem tu i za asymilowałam się. Uświadomiłam sobie też, że moja miłość z Albanią już dawno przeszła na kolejny poziom. Co to znaczy?

Faza zakochania przeszła, znacie to uczucie kiedy klapki z oczu Wam spadają i zaczynacie dostrzegać wszystkie wady, których jakoś wcześniej się nie widziało i nie jest już tak kolorowo. Ja Z Albanią romansuję od 4 lat, od początku widziałam ten kraj od lokalnej, prawdziwej strony i znałam niektóre wady. Widziałam problemy, ale nigdy mnie nie dotyczyły, bo jestem tu gościem.

Nie śpiesz się

Podczas tego długiego pobytu jeszcze bardziej nauczyłam się nie śpieszyć. Do tego stopnia, że prawie dwa razy autobus pojechałby beze mnie.

[Edit], za trzecim razem pojechał beze mnie

Wczoraj byłam zbyt pewna siebie i tego, że nie trzeba się śpieszyć. Jak to się skończyło? Pan zajmujący się sprzedażą popcornu i przekąsek w autobusach, po raz drugi uratował tyłek! Przyjechałam na ostatnią chwilę na „dworzec”, idę pod wyznaczone miejsce przyjazdu autobusów i mówię, że ja do Sarandy, na co owy Pan: Autobus już odjechał! Wziął swój telefon i pobiegł do kolegi po numer telefonu kierowcy. Cały zmachany biegnie do mnie i mówi, że autobus na mnie poczeka… na autostradzie. Woła drugiego kolegę i mówi mu, że ma mnie szybko zawieźć, bo autobus czeka. Zdążyłam tylko krzyknąć dziękuję i już siedziałam w pędzącym samochodzie obcego mi mężczyzny. Ale wiedziałam, że nie zginę 😉 Bo kto robi takie rzeczy dla totalnie obcej mu osoby, to chyba musi mieć dobre intencje. Po 10 minutach siedziałam już w autobusie do Sarandy i przez następne 30 minut nie wierzyłam, w to co się zdarzyło. Takich historii, gdzie obcy ludzie potrafią dla mnie zrobić tak wiele, albo jak po 5 minutach rozmowy stajemy się niemal przyjaciółmi mam wiele, nawet kiedyś myślałam żeby napisać o tych historiach tekst. Co myślicie?

Wniosek

Wniosek z tego taki, że chyba zbyt dosłownie zastosowała się do zasady avash- avash czyli powoli, powoli. Ale we wszystkich innych sytuacjach wychodzi mi to na dobre. Gdy wieczorem idę na spacer, nauczyłam się chodzić jak miejscowi, czasem nawet oni są szybsi ode mnie. 

W ogóle chwała Bogu, że opanowałam trochę lepiej albański, bo w tym przypadku, gdy musisz szybko działać nie ma czasu na zastawianie się.

Czy to ma znaczenie?

Pobyt w Albanii to taka szkoła życia. Na przykład nauczyłam się nie przejmować tym, co nie ma za dużego znaczenia. Począwszy od przepalonej żarówki na klatce schodowej, bo nauczyłam się żyć bez niej. Może akurat to złe porównanie, ale widzę tutaj, że ludzie naprawdę mało czym się przejmują.

Coś w stylu: dziura w drodze? No dziura, to ją omiń i tyle.

Mieć, czy być?

Gdy człowiek jest tu, zdaje sobie sprawę jak ma dużo. W większości chodzi o rzeczy materialne, które nie dają nam szczęścia, ale może jakieś poczucie bezpieczeństwa.. nie wiem… Ja odkąd pamiętam potrafiłam doceniać wiele rzeczy, nawet te najdrobniejsze z pozoru oczywiste. Ale tu nie wszystko jest oczywiste, nie wszystko jest normą, czy standardem.

Chcieć to móc

Nie potrzebny Ci orlik czy piłka Nike, by zagrać super mecz i to do takiego późna, że mama będzie Cię wołać z balonu, żebyś w końcu wrócił do domu.
Wystarczy dach sąsiadów, kawałek płaskiej drogi, dwa kamienie które udają bramkę i stara, obskurna piłka na całą dzielnicę.

Dylemat

Jedząc obiad, gdy zostawisz resztki zastanawiasz się, czy zawołać tego bezpańskiego psa, którego mijałeś po drodze, ale będziesz obawiać się że przejdzie ich cała wataha. Na szczęście pod koniec dnia, kiedy śmietniki będą tak pełne, że aż będzie się z nich wysypywać, zaradne psy i koty będą ucztować.
Ale nie tylko zwierzęta maja nocy obchód, ludzie też. Tyle że oni ze swoimi taczkami, czy innymi pojazdami będą szukać tego co akurat może im się przydać, co mogą wykorzystać, sprzedać, czy zamienić.

Gdy zaczyna się dzień

Rano wraz ze wschodem słońca, w kafejkach unosi się dym papierosów i zapach kawy. Mężczyźni dobrze ubrani, w spodniach wyprasowanych w kant i koszulkach zaczynają dzień. To właśnie nimi wypełnione jest miasto. 
Zaraz, zaraz widzę zbierające się kobiety z pobliskich wiosek. Każda z nich ma tak jakby zarezerwowane miejsce i wykłada swój towar na ulicę. Sezonowe warzywa, oliwę, miód, oregano. Widać że mają swoje stałe klientki. Dają im najlepsze i najładniejsze produkty.

Lokalne produkty rozłożone na ulicy

Gdzieś tam dalej pewien mężczyzna wykłada swój tytoń, a drugi pracujący naprzeciwko w kawiarni, przynosi mu mocne espresso i szklankę wody, hmm albo może to raki.

Bierze łyk, lecz nie krzywi się … 

Codzienność

Od rana miasto najbardziej tętni życiem, ludzie mijają się, witają i zatrzymują się na chwilę, by zapytać z grzeczności co u Ciebie, a ciekawości pytają o więcej.
Ktoś się wita całusami w dwa policzki, albo zatrzymuje auto na środku drogi, bo zobaczył przyjaciela, albo musi coś „szybko” załatwić. Ktoś inny wyprzeda samochód, ale ten z naprzeciwka się tego nie spodziewał i nerwowo przyciska klakson. 

Życie w Albanii

Życie w Albanii jak jak pisałam wyżej to taka szkoła życia. Jesteś ciekaw, czego nauczyłam się od Albańczyków zajrzyj tu:

Albańczycy. Czyli za co ich cenię i czego się od nich nauczyłam.

Co innego być tu na chwile, jako turystka widzieć wycinki tego świata, które ktoś dla nas wybiera. A co innego poznawać ten świat od lokalnej strony. Mimo, że przyjeżdżam tu od 4 lat, to zawsze staram się „wejść pod wodę” a nie widzieć tylko szczyt góry lodowej.

Refleksje na koniec

Jestem już któryś raz w Albanii i w sumie nie mogę się doliczyć który, ale czy to ma znaczenie?
Będąc tu mam wrażenie, że mnóstwo rzeczy ma inne znaczenie.
A jeśli ma to: większe, mniejsze lub znaczenia nie ma. 
Przyglądam się ludziom, poznaję ich bardziej i rozumiem coraz więcej. 
Od dłuższego czasu mam w sobie taką refleksję i próbuję się z nią rozprawić.


Kto jest bardziej szczęśliwy? Czy ludzie żyjący tu, którzy mają z pozoru tak mało. 
Mało możliwość, mało pieniędzy, mało wpływu na panujący ustrój, na wszechobecna korupcję..
Ale za to mają tak jakoś więcej czasu,
mają rodzinę, z którą są niesamowicie zżyci, mają bogate życie towarzyskie,
więcej słońca nad głową,
większą otwartość i
ciepło do drugiego człowieka.
Czy my? 
Ludzie „Europy zachodniej” zapędzeni za pieniędzmi, nieustannie w pracy,
skoncentrowani na sobie. 
Ale za to w bardziej schemtaycznym i uporządkowany świecie.

Co jest tak naprawdę ważne, najważniejsze? 
Który świat jest lepszy?
Jakie wartości są priorytetem?
I kto jest bardziej szczęśliwy?

You Might Also Like

No Comments

    Leave a Reply