Kiedyś błędnie myślałam, że jesteśmy tym co wypełnia nasze myśli, a guzik prawda! Odkryłam sentencję która mówi co innego i uważam, że ona jest prawdą:

„Nie jestem tym co myślę, jestem tym co robię” właśnie to zdanie zmieniło diametralnie moje podejście do życia. Jest proste i wręcz banalne, ale potrzebowałam to usłyszeć. Bo dopiero to co robię, moje czyny i działania są mną, moim realnym życiem, a nie to co siedzi w mojej głowie. Na przestrzeni ostatnich dni byłam przytłoczona moimi myślami, nie wiedzieć czemu nie potrafiłam myśleć pozytywnie, moja głowa skupiała się tylko na tym co jest złe, widziałam wszystko w czarnych barwach. Byłam cholernie zrezygnowana chciałam po prostu odciąć się od wszystkiego i od wszystkich, miałam wrażenie, że nie kontroluję mojego świata, że wszystko dzieje się za szybko, a ja po prostu nie nadążam. Teraz gdy na po patrzę w szerszej perspektywie to chyba po prostu za dużo wzięłam na swoje barki.

Przychodzi taki dzień, że po prostu nie masz siły na to wszystko.  To co wczoraj było dla ciebie oczywistą codziennością nagle staje się za ciężkie. Z tym, że to naprawdę nie jest tak, że Ty nie masz siły: to się tylko Tobie wydaje! To jest Twoja iluzja! Bo przecież poprzedniego dnia radziłeś sobie doskonale, co się zmieniło od tego poprzedniego dnia?

Może faktycznie jakieś traumatyczne wydarzenie wywróciło Twoje życie do góry nogami, albo zacząłeś się po prostu za bardzo zastanawiać i zadawać sobie pytania na które nie znasz odpowiedzi. Nagle w twojej głowie pojawia się coraz więcej pytań, nowe wątpliwości, zaczynasz powątpiewać w siebie, w swoje plany, w swoją przyszłość, a co za tym idzie tracisz na to  niepotrzebnie czas i swoją energię. Jej, jaki nasz mózg jest dziwny!

Nie, on po prostu jest niesamowity. Faktycznie nasze myśli kreują naszą rzeczywistość, ale to my je kontrolujemy. To my jesteśmy kreatorami! To my piszemy swój scenariusz!

Ty podejmujesz najważniejsze decyzje i te najmniejsze, i te ważne: czy wstajesz dzisiaj z łóżka, czy idziesz do pracy,  czy pijesz kawę, czy postępujesz według schematu, czy jednak nie, czy to będzie dobry dzień?

Nie wiem ilu z Was mnie zrozumie i nie wiem ilu z Was przechodziło załamanie nerwowe, ale chyba każdy z nas ma takie momenty, czasami to jeden-dwa dni, a czasami trochę dłużej. Ważne jest abyśmy w tym czasie posłuchali siebie, najważniejsze jest to co MY czujemy i myślimy, a nie to co radzą nam inni, oni chcą dobrze, ale to My decydujemy.

Ja po prostu potrzebowałam ciszy, potrzebowałam spokoju,  potrzebowałam chwili na refleksję, by zastanowić się co dalej, by ustalić swoje priorytety i nakreślić plan działania. Chciałam chyba po prostu za dużo, tak jestem zachłanna, ale uważam że to dobre.

Nie lubię marnować czasu, bo tak na dobrą sprawę nie wiem ile mi go zostało i ta myśl mi towarzyszy od długiego czasu. Korzystam jak najbardziej i jak najmocniej, takie właśnie jest całe moje życie, nie chcę tego zmieniać chcę po prostu ŻYĆ.

 

Co mi dało tych kilka dni?

Czas i to wyjątkowy, bo czas dla siebie. Dały mi też wyciszenie i spokój, których bardzo potrzebowałam. Zrobiłam kilka kroków w tył i spojrzałam na to wszystko z ogromnym dystansem.

Nie chcę hamować, chcę dalej żyć na pełnych obrotach, chcę robić to co robię. Chcę to robić lepiej i więcej, ale muszę pogodzić się z tym, że rzeczywistość będzie mi to utrudniać, ale przecież nikt nie powiedział że będzie łatwo.

Przede mną najcięższy okres w karierze moich studiów, czy chodzi o  pisanie pracy magisterskiej? Chyba o sens, bo jeśli tak na dobrą sprawę nie wiążę na tę chwilę swojej przyszłości z pielęgniarstwem, to po co? Dlatego mam tak dużo wątpliwości, ale moją motywacją jest to, że nie chcę skreślać tych wszystkich lat nauki i jak to zaczęłam to muszę to skończyć. Bo nie wiem, może z biegiem czasu znajdę na siebie pomysł w tej dziedzinie i powrócę.. Nie wiem.

 

Jest to dość osobisty tekst i nie chcę tutaj wchodzić w szczegóły mojej przyszłości i swoich planów, bo każdy z nas często boi się powiedzieć je na głos, ponieważ zawsze jest obawa co może wyjść, a co nie. Ten czas, choć stosunkowo krótki pomógł mi zdystansować się do wielu spraw, pomógł mi odetchnąć, a te kroki w tył są tylko po to, bym mogła wziąć większy rozpęd!!!

I powiem Wam tak:

Nieważne gdzie teraz jesteście, w jakim momencie życia, na jakim etapie Waszych planów, ważne jest to byście zawsze słuchali siebie!
Powtarzajcie sobie, że jesteście wytrwali!
Przyjmujcie z odwagą tę niepewność, która zawsze będzie towarzyszyć, gdy będziecie robić coś nowego, a jeśli chcecie iść po swoje i „COŚ ROBIĆ” to prędzej czy później musicie wyjść przez przed szereg i poddać się ocenie. Co ważne, musicie umieć się z nią pogodzić, lub wyrazić swój sprzeciw. Ale najważniejsze jest to by zawsze robić to co się kocha. I nie dajcie się zwieść Waszym wątpliwościom, nie poddawajcie się, gdy przychodzą gorsze dni, one muszą być,one są potrzebne,wyciągać z nich lekcje.

 

Pamiętajcie:

„Nie jesteście tym co myślicie jesteście tym co robicie!”

( cytat pochodzi z książki „UN F*CK YOURSELF NAPRAW SIĘ!, którą pochłonęłam jednym tchem)

 

 

A Wy macie jakieś zdanie, mantrę która sobie powtarzacie? Albo może ktoś lub coś zmieniło Wasze nastawienie i pogląd na życie?

 

36 komentarzy

  1. Jakbyś siedziała w mojej głowie, bo właśnie od kilku dni też mam wrażenie, że nie ogarniam, wiecznie nie mam czasu, a zaległości jest coraz więcej. Muszę chyba spisać wszystkie obowiązki i zastanowić się co jest dla mnie najważniejsze. Powodzenia Kochana! :*

  2. U mnie myśli niewspółmiernie rządzą, ale na bieżąco dokładam do nich działanie, nie wszystko oczywiście udaje się współgrać, często brakuje odwagi czy wytrwałości, ale staram się podążać tropem pragnień, marzeń i pasji. 🙂

    Bookendorfina Izabela Pycio
  3. Tym razem odpowiem osobiście. 😉 Pamiętam jak pisałam swoją pracę magisterską. Nie wahałam się ani sekundy, kochałam swój kierunek studiów. Z perspektywy wiem, że pisanie tej pracy było męczarnią większą niż dwa lata studiów, bo źle trafiłam na promotora. Mimo to jestem szczęśliwa, że wytrwałam i czuję, że ten etap już z całą odpowiedzialnością zakończyłam – nigdy więcej żadnych studiów magisterskich. 😀 Moja przyjaciółka jest w Twojej sytuacji, tyle, że właśnie po ponad roku tworzenia materiału samej pracy magisterskiej niedługo ją składa. Nie planuje być związana z tym kierunkiem ani nic, ale przyznała, że dobrze jest dokończyć już te pięć lat. Pięć lat życia to jednak dużo. 😉
    POWODZENIA! 😉

    PS Bardzo przyjemny wpis. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *