Urodziny.

Nikt tego na głos nie mówi, ale każdy z nas chciałby żeby ten dzień stał się w jakiś sposób wyjątkowy. Marzymy by był wolny od pracy, by był dniem bez kłótni, dniem kiedy każdy jest dla nas miły. Rzeczywistość jest inna. Ja juz nie pokładam nadziei, że na pewno będę latać w skowronkach, że dostanę tonę prezentów, czy 234 życzeń na FB. Od 5 lat daruje sobie informację na mojej tablicy z powiadomieniem o moich urodzinach, bo wolę mieć 5 szczerych życzeń niż co drugie wklepane po prostu w klawiaturę.

Okej teraz zdradzę tym którzy nie wiedzą, mam dziś 23 lata 🙂

I co dalej?  To pytanie mnie prześladuje… Szukam na nie odpowiedzi i niby nie robię sobie spiny, ale kurczę chyba powinnam wiedzieć, a ciągle nie znam odpowiedzi.

Będąc w liceum marzyłam o tym by zostać lekarzem, a zostałam pielęgniarką. Wspólnym mianownikiem tych profesji jest miejsce pracy oraz pacjent, lecz specyfika tych zawodów jest kompletnie inna. Pamiętam jak zawsze mówiłam, że nie wyobrażam sobie innego miejsca do pracy niż szpital i że nigdy nie będę siedzieć za biurkiem.

Jestem na studiach magisterskich z pielęgniarstwa. Nie poszłam na nie z pasji, ale bardziej z rozsądku. Już po skończeniu licencjatu dostałam prawo wykonywania zawodu i rozpoczęłam pracę w szpitalu.

Pracowałam tam 3 miesiące. Podjęłam etat w miejscu o dość dużej specifice, z którą na studiach nigdy nie miałam do czynienia. Wiele rzeczy w tamtej pracy sprawiało, że nie czułam się dobrze. Częściej byłam sfrustrowana niż zadowolona, a wychodzę z założenia, że jak już coś się robi i ma się robić w życiu ma to dawać satysfakcję, a nie ciągłe narzekanie i niezadowolenie. Nie będzie to z korzyścią dla mnie, ani dla osób z którymi pracuję, a tym bardziej dla pacjentów.

Podczas moich studiów na raka zachorował mój tata, brat i ciocia, więc szpital wychodził mi bokami. Pacjenci, personel, te same sale, ta niewiedza, strach, nadzieja i złość. Spojrzałam na to z innej perspektywy. Nie jako personel którym się stałam podczas studiów, ale ze strony rodziny pacjenta i przez chwilę też jako pacjentki. Zadawałam sobie wtedy mnóstwo pytań, a rzadko kiedy udało mi się znaleźć na któreś z nich odpowiedz, ta zmiana perspektywy wiele mi uświadomiła.

 

W tym roku ukończyłam dwa kursy: jeden kulinarny, a drugi na pilota i rezydenta wycieczek. Rozpoczęłam też pracę w biurze podróży, za to jak wrócę z wakacji to chyba będę bezrobotna 🙂

W między czasie poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi, odnowiłam lub zakończyłam pewne kontakty i staram, się żyć tak by wycisnąć z każdego dnia, jak najwięcej.

Ale zmierzając do celu, nasuwa mi się pytanie: jaki jest mój cel?

Nie wiem. I nie wstydzę się tego powiedzieć, bo po prostu (teraz) tego nie wiem. Dlatego próbuje tylu rzeczy, korzystam z każdego dnia na maksa. Korzystam, bo życie nauczyło mnie tego że jest cholernie nie przewidywalne. Póki wiem, że mogę sobie pozwolić na próbowanie wielu rzeczy- to będę to robić! A gdy będę tylko rozmyślać to jak mam się dowiedzieć co chcę robić i co jest dla mnie ważne?

Poprosiłam o podzielenie się swoimi doświadczeniami moje koleżanki, które przeszły ten okres „niewiedzy” i są już osobami, które wiedzą czego chcą od życia. Muszę przyznać, że trochę ulżyło mi czytając ich słowa. Nie czuję się sama i wiem, że kiedyś przyjdzie ten czas. Mój czas.

 

Oczami Hanny z  http://plecakiwalizka.com

Byłam mniej więcej w wieku 23 lat, kiedy zrozumiałam jak chciałabym, żeby wyglądało moje życie. Widziałam siebie jako nomadę utrzymującego się z podróży. Dałam sobie jednak wmówić, że jest to styl życia zarezerwowany jedynie dla garstki ludzi na świecie, więc trochę odpuściłam. Weszłam na stabilną, łatwą, przewidywalną ścieżkę. Moim największym dylematem było wtedy to, czy ja jestem jakaś nienormalna ze swoimi marzeniami? Chyba tak, skoro cały świat potrafi żyć „normalnie”, a ja odstaję od reszty. Wtedy też bardzo się bałam postawić na swoje marzenia. A co jeśli się nie uda? Z czym zostanę?

 Wreszcie jednak coś we mnie pękło i porzuciłam tę bezpieczną ścieżkę, żeby przedzierać się przez dżunglę życia (czytaj: wątpliwości, krytyki, poświęceń, ryzyka), że tak rzucę tanią koelszczyzną w duchu przygody. 😀
Jednak życie to nieustające pasmo problemów i pojawił się inny dylemat. Zaczęłam żałować, że straciłam czas na to stabilne życie, które mi nie pasowało. Strach przecież okazał się czymś wyolbrzymionym, a za zakrętem wcale nie było tak źle jak to opisywali „życzliwi”. Dlaczego więc czekałam zamiast działać? Teraz przecież tych lat nikt mi nie zwróci!
Na szczęście szybko ocknęłam się z tego dołującego myślenia. Po co się nad tym użalać, skoro i tak czasu nie cofnę?
Do tego dotarła do mnie jeszcze jedna myśl – że tak naprawdę gdyby nie te wszystkie wydarzenia z moich lat 20., te źle wybrane studia, które przedłużały się wiekami, mnóstwo nieudanych związków, a także prace, których nienawidziłam, to nie byłabym tu, gdzie teraz jestem.
W życiu nie chodzi tylko o to, żeby wiedzieć czego się chce. Chodzi też o to, żeby wiedzieć CZEGO SIĘ NIE CHCE. A żeby zdobyć taką wiedzę, trzeba popełniać różne błędy, być w sytuacjach, w których nie czujemy się dobrze. Żebym mogła sobie powiedzieć „nie chcę zrobić tego drugi raz”.
Gdybym spotkała teraz 23-letnią siebie, powiedziałabym: próbuj, bo i tak błędy są nieuniknione, ale nie bój się ich, bo czegoś się dzięki nim nauczysz.
Uwaga, teraz będzie lekko motywacyjno-filozoficzny bełkot, ale chyba nie da się inaczej. 😉
Życie to nie są tęcze i jednorożce. Nie ma tak, że coś sobie wymarzymy, prosto do tego dojdziemy, a potem możemy spocząć na laurach i odcinać kupony.
Życie to jest ciąg przyczynowo-skutkowy. Jedno wydarzenie czy nowo poznana osoba mogą nas doprowadzić do kolejnych szans lub problemów, a te do kolejnych. Nie miałabym takiego podejścia, gdyby nie te wszystkie moje lekcje i dylematy z przeszłości.
I nie żałuję już tego okresu lat 20, tylko bardzo go doceniam i jestem wdzięczna za wszystkie wydarzenia i osoby w moim życiu. To dzięki nim jestem pewną siebie osobą, świadomą swoich możliwości. Nie boję się popełniać kolejnych błędów, bo wiem, że do czegoś mnie one zaprowadzą.
A dylematy są zawsze. Za 5-10 lat usiądę, przeanalizuję moje obecne życie i pewnie zapiszę coś w stylu „gdybym mogła spotkać 30-letnią siebie, to powiedziałabym sobie…” 😉

Oczami Oli z http://szczesciolog.pl

W wieku 23 lat nosiło mnie po Polsce i świecie. Mieszkałam w różnych miastach, nie umiejąc znaleźć swojego miejsca. To był czas ciągłych poszukiwań, który trwał do 27 roku życia. Nie wiedziałam gdzie chcę żyć, czym zajmować się zawodowo. W znalezieniu rozwiązania miały pomóc mi dalekie podróże. Najpierw była 1,5 miesięczna objazdówka po Stanach, na którą pojechałam z przyjaciółką. Zwiedziłyśmy Nowy Jork a później spędziły 2 tygodnie na road tripie po Nevadzie i Kalifornii. Cudowny czas, pierwsze nocowanie korzystając z couchsurfingu, kilka wspaniałych, nowo poznanych osób. My roześmiane mknące samochodem po krajowej 1 upojone widokiem oceanu, śpiewające w niebogłosy Roar Kate Perry. To wspomnienie już zawsze będzie wywoływać uśmiech na mojej twarzy.

W 2015 roku zwiedziłam Wietnam, Kambodże, Laos, Tajlandię i Malezję. To dało mi niesamowitego kopa energetycznego i pewność, że wakacje all inclusive już nie są dla mnie. Właśnie wtedy już totalnie wpadłam w wir podróżowania. W ciągu kolejnych kilku lat zwiedziłam jeszcze Maroko, Kubę i rzuciłam okiem na Australię- tyle da się zrobić będąc przez 3 tygodnie w tym wielkim kraju.

Oczywiście podróże przeplatały się ze studiami, które chciałam skończyć. Ciągłe pytania „co dalej?” powodowały u mnie frustracje. Dlaczego wciąż nie znałam odpowiedzi jak to życie poukładać i czym chce się zająć? Teraz z perspektywy czasu uważam, że wyrzuty sumienia były niepotrzebne. Te rozterki u większości młodych ludzi są zupełnie naturalne i pojawiają się bardzo często. Istotne jest to, żeby być w tym uważnym tzn. obserwować siebie i to, co nam pasuje, a gdzie naprawdę czujemy się źle. Wynotowałam sobie w głowie, że nie mogę mieć pracy, w której 8 godzin siedzę przy biurku. Chcę być w ruchu, muszę dużo pracować z ludźmi i nieść im pomoc. Tak właśnie stworzyłam autorski pomysł otwarcia Oazy Szczęścia. Będzie to centrum holistycznego rozwoju, w której ludzie będą mogli na chwile się zatrzymać, popracować nad swoim dobrym samopoczuciem,  zadbać o ciało i umysł.

Uważam, że ten czas poszukiwań był mi potrzebny, żeby poczuć się pewniej sama ze sobą. Popracowałam też nad wartościami, które będą korzeniami mojego biznesu. Moja rada: dajcie sobie w tym wieku chwile na wariactwa. Pamiętajcie o swoich pasjach, których rozwijanie daje dużo życiowej energii. Jeśli ich nie macie to poświęćcie ten okres na wszelkie poszukiwania 🙂

 


Oczami Izy z  https://mojalbania.com

Nie do końca umiem umiejscowić w czasoprzestrzenii dwudziestotrzyletnią mnie. Miałam zapewne wciąż marzenie zostania wielką pisarką i twierdziłam, że NIGDY nie będę pracować w turystyce. Na Bałkany jeździłam na wakacje starając się zwiedzić jak najwięcej w 2 tygodnie i wracając z absolutną depresją, bo tam było mi jakoś tak bardziej… lepiej. W porównaniu z moim aktualnie wyważonym stosunkiem do obu krajów myślę, że towarzyszyła mi wtedy jakaś zupełna schizofrenia wynikająca z rozdarcia pomiędzy tam i tu. Kończyłam studia, miałam stałą pracę i wydawało mi się, że tak to będzie wyglądać zawsze. A później wszystko na łeb się posypało i to nie jeden raz. Miałam krótkie włosy i ambicje ustatkowania się, bo przecież chyba tak trzeba. Więcej myślałam o tym, że w pewnym wieku trzeba cośtam cośtam. W tym okresie też pisałam pracę magisterską pod tytułem: Kategorie rzeczywistości w chorwackim „krótkim opowiadaniu” i nadal się zastanawiam jaki to miało wpływ na wszechświat. Nie tyle tytuł magistra co fakt, że nastukałam ponad 100 stron na temat, który chyba nikogo nie obchodzi. Dyplom odebrałam teraz, po 10 latach od tej wiekopomnej chwili. Albania na mapie must see pojawiła się w 2009 roku. Nigdy nie była na mapie potencjalnych miejsc pracy. Jedno co się zgadza to fakt, że już wtedy patrzyłam na moją ówczesną szefową z pewnym podziwem i pragnęłam znaleźć sobie swoją niszę zawodową, gdzie będę mogła budować swoją własną działalność. Pierwsza prawdziwa praca pozwoliła mi poczuć dreszczyk konstruowania czegoś od podstaw. To we mnie zostało bardziej niż chorwackie „krótkie opowiadanie.” Jednak dwudziestotrzyletnia ja patrzyłaby na trzydziestoletnią Izę z pewną dozą zaskoczenia mówiąc „Laska, ale Ci się przytyło…”


Gadulec opowiada http://gadulec.me

 

Można powiedzieć, że 23 rok mojego życia był dla mnie przełomowy. To mniej więcej wtedy zaczęłam spotykać się ze swoim obecnym narzeczonym Damianem, którego poznałam 2 lata wcześniej w organizacji studenckiej Klub Podróżników BIT. Dodatkowo wybrałam specyficzny kierunek magisterki, czyli komunikację wizerunkową (moja babcia do tej pory nie potrafi wyjaśnić swoim znajomym, co studiowałam :D). Równocześnie byłam stażystką w agencji public relations, Członkiem Zarządu ds. HR w Bicie, działałam w Zrzeszeniu Studentów Polskich oraz organizowałam Auto Stop Race, czyli największy wyścig autostopowy na świecie. Zawsze lubiłam dużo robić, ale na czwartym roku studiów przeszłam samą siebie.

 

Mimo wielu nieprzespanych nocy wspominam ten czas z łezką w oku i uśmiechem na ustach. Szczególnie, że po wakacjach, wraz z Damianem zrobiliśmy sobie tak zwany gap year i wyjechaliśmy na pół roku do Azji południowo-wschodniej. Najpierw, tuż po moich 23 urodzinach, udaliśmy się do Norwegii, by zarobić pieniądze na swoją wymarzoną podróż. Przez dwa miesiące mieszkaliśmy w namiocie, jedliśmy żywność ze słoików przywiezionych z Polski (oraz kupionych na promocji w norweskich supermarketach) i malowaliśmy domy.

Mimo wielu niedogodności było to bardzo ciekawe i pouczające doświadczenie. Odłożyliśmy sporą kwotę, która bez problemu wystarczyła nam na backpackerski wyjazd do Tajlandii, Laosu, Kambodży, Wietnamu, Malezji, Singapuru i Indonezji. Poszukiwanie orangutanów w indonezyjskiej dżungli, jazda skuterem po Wietnamie, łapanie stopa z zakręconym Japończykiem, odkrywanie nieznanych kultur, dziesiątki nowych znajomości, praca na jachcie na rajskiej wyspie czy opieka nad słoniami – to tylko część naszych niezwykłych azjatyckich przygód.

Z perspektywy czasu uważam, że była to najlepsza szkoła życia, jaką mogłam sobie wyobrazić. Nauczyłam się więcej, niż w liceum czy na studiach. Teraz już wiem, że poradzę sobie nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Dodatkowo, poznałam dużo lepiej swojego partnera, a co najważniejsze, samą siebie. Nie wspominając o podciągnięciu się z historii, geografii czy języka angielskiego, jeszcze większej tolerancji i otwartości na inne kultury oraz docenieniu… Polski!

Dobrze mieć 23 lata. To taki idealny wiek, kiedy większość ludzi traktuje nas serio, ale czasem można, a wręcz trzeba, być niepoważnym (chodzić boso po rynku, tańczyć w deszczu w centrum miasta, pić wino prosto z butelki i tak dalej… :)). Co najlepsze: nikt nie ma nam tego za złe! To doskonały moment na rozwijanie swoich pasji, poznawanie nowych ludzi, działanie w organizacjach studenckich czy kołach naukowych, podróże, Erasmusa, zagraniczny staż czy obranie nieco innego kierunku w życiu, niż „wypada”. Wszystkim, którzy mają ten etap przed sobą życzę powodzenia!

Odsyłam Was też do jej wpisu http://gadulec.me/urlop-dziekanski/


A na koniec rady jednego w Wapniaków http://www.wapniakiwdrodze.pl

 

W okolicach 23 urodzin zafundowałam sobie kolejne zmiany w życiu: Studiując dziennie w jednym mieście, zabrałam się za drugie studia 200 km dalej. Podobały mi się moje studia, ale było mi za mało. To był dobry krok, bo był to ostatni moment by zmienić kierunek studiów. Jeśli pierwszy wybór studiów niekoniecznie okazał się dobrym krokiem, to radzę mieć odwagę na zmiany. Błagam, nie dajcie się wepchnąć w całe to gadanie o karierze i całej reszcie. Pieniądze są potrzebne do życia, ale naprawdę nie potrzeba do tego całych ich gór. Nie ma się też co przywiązywać do wykształcenia, szczególnie jeśli jest ono humanistyczne. Studia to piękny czas, ale posiadanie dyplomu jest ostro przereklamowane. I naprawdę na zdobywanie praktyki w zawodzie będzie jeszcze czas. No chyba, że naprawdę czujecie do czegoś powołanie, to nic na to nie poradzę. Po drugie na pewno więcej bym podróżowała: nauka nauką, człowiek niestety musi się uczyć całe życie, ciągle coś w nim zmieniać, więc nie ma się co stresować wynikami studiów. A im człowiek starszy tym najprawdopodobniej ma mniej czasu na swobodne włóczenie się po świecie. No i banał – ale także z biegiem lat coraz więcej rzeczy w organizmie niedomaga 😉 Nigdy nie myślałam o tym, jak bardzo po 30 roku życia zmienia się przemiana materii! I na dodatek człowiek dorasta i staje się bardziej odpowiedzialny, więcej planuje, mniej działa spontanicznie. Pewne rzeczy zaczynają wydawać mu się głupie albo zbyt niebezpieczne. Pojawia się więcej zahamowań i rozsądku. Nie powiem, że to źle być rozsądnym, ale niestety wówczas mniej się człowieku przytrafia przygód. A całe szczęście młodość ma swoje prawa i można robić głupie rzeczy. Mówi się na to, że trzeba się uczyć na własnych błędach. No i najważniejsze – więcej czasu spędzałabym ze znajomymi, a także na poznawaniu nowych osób. I przede wszystkim więcej bym imprezowała. Po studiach większość znajomych wskakuje w tryb pracy, rodziny, a potem na dodatek pojawiają się jeszcze dzieci. Ludzie nie mają dla siebie czasu. Albo mają go niewiele. Poza tym organizacja takich spotkań wymaga czasem nadludzkich wysiłków, by pospinać terminy różnych osób. Życie jest piękne w każdym wieku, ale najintensywniej przeżywa się jego pierwsze ćwierćwiecze 😉 Czyli: jedz, baw się i kochaj jak najwięcej!


 

124 komentarze

  1. Może to trochę podniesie na duchu. Skończyłam architekture i urbanistyke na polibudzie w poznaniu. Pierwsza myśl jak to czytasz „łał, to pewnie ma kupę siana i prestiż zawód”. Może i są tacy. Ja o zbyt wielu nie słyszałam 😛 Kilku to fakt, pracują, zarabiają i czują się w tym ok. Ja się nie czułam. Co robię dzisiaj? maluję artystycznie na odzieży. Mało prestiż zawód. BMW nigdy z tego nie kupię 🙂 Zadaję sobie pytanie ‚co teraz’ codziennie. I codziennie odpowiedź jest taka sama. Nie wiem. Czasem takie ‚trudniejsze’ sytuacje sprawiają, że jesteśmy bardziej wartościowi? Może to złe słowo. Ale na pewno zastanaiwamy się nad wieloma rzeczami dużo więcej niż inni… Moje zdrowie kuleje od lat. Lata szukania diagnozy. W końcu jest – borelioza. Stara, która panoszy się i powoduje, że od tygodni raczej jestem ciężarem dla siebie i bliskich. Ale ! Mam nadzieję, Mam PASJĘ! Mam ludzi, którzy jak jest źle to czasem kopną w tyłek. I wiem, że zabrzmi to jak tekst z taniego serialu ale! Trzeba się cieszyć tym co mamy, bo to i tak po stokroć więcej niż możemy mieć jutro! Traktuj każdy dzień jako nagrodę! Jedna praca się kończy? Jutro znajdziesz następną! Czasy są inne niż kiedyś, nie trzeba pracować w jednym miejscu do śmierci. Jesteś ambitna, tryska od Ciebie energia i mimo, że widziałam Ciebie dwa razy w życiu to miałaś w sobie coś co spowodowało, że mamy nadal kontakt! Wykorzystuj to co masz w sobie! To najlepsze co możesz mieć 🙂

  2. Jak dobrze, że nie jestem sama w tej niewiedzy! Mam 21 lat (no, 22 w październiku), w czerwcu kończę licencjat i ku niezadowoleniu całej rodziny nie idę na studia magisterskie. Co będę robić? Nie wiem.

    Od 1,5 roku pracuję jako lektorka j. angielskiego i całe swoje oszczędności przeznaczam na podróże. Są to bardzo dobre pieniądze dla młodego singla, więc raz na miesiąc wybywam na jakąś przygodę. Byłam już w 36 krajach na 3 kontynentach i moje życie stało się takie, jakie chciałam. Poznaję, doświadczam, rozkminiam dziwne rzeczy, dotykam, smakuję i korzystam z tego co daje mi Planeta Ziemia jak tylko się da. Ale ostatnio dobija mnie myśl o tym, że wchodzę powoli w dorosłość, że wszyscy dopytują się co dalej chcę robić i sama zaczęłam pytać samą siebie czy moje życie to dalej mają być tylko nauczycielstwo+podróże i czy nie powinnam zabrać się za swoją karierę „na poważnie” i „w końcu dojrzeć”. Mam taki mętlik w głowie, że totalnie nie wiem gdzie postawić mam następny krok. Trochę cieplej na serduszku, kiedy dowiaduję się że takich zagubionych jest więcej. Dzięki za tego posta! 🙂

  3. Nie wiedzieć to największy dar. Ja nadal nie wiem. Wiem natomiast czego nie chcę robić i wiem kiedy mi źle gdy robię coś co nie jest „moje”. Bądź jak najdłużej w takim stanie, bo stan „nie wiem” pozwala na to aby poszukiwać, aby próbować swoich sił i iść do przodu mimo, że się boisz.
    Ja w wieku 23 lat nie byłam świadoma tego czego chcę, nie byłam świadoma swoich potrzeb i tego którą drogą chcę pójść, ale wiedziałam ! że chcę żyć po swojemu.
    Tego staram się trzymać – ufności i tego również Tobie życzę.

    ściskam i koniecznie do zobaczenia 🙂

    Ada (ciocia :) )
  4. To nić złego zatrzymać się na chwilę i zastanowić co ja chcę dalej robić w życiu. I nie wiedzieć. To zupełnie normalne i z pewnością każdemu czasem przytrafiają się takie momenty. Trzymam kciuki za to, żeby wszystko się wyklarowało i szło po Twojej myśli.

  5. Jestes młoda, korzystaj z zycia zmieniał zainteresownaia hobby tyle razy ile dusza zapragnie, masz na to swój czas Jestem sporo starsza od ciebie bo lat 36 ale duzo bym zmieniła w młodosci inną droga bym poszla ale brakło mi odwagi. Obecnie jestem szczęśliwa ale nie na 100%

    zaneta szot
  6. Cel w zyciu to korzystac z zycia maksymalnie! Nie znosze wegetacji. Jesli robie to co lubie (wcale nie mowie tutaj o pracy) to nie wazne czy ma sie ten cel czy nie. Samych dobroci z okazji urodzin.

    Mona
  7. Super wpis, powinien go przeczytać każdy w wieku 22-24 lat ;)) Ja w wieku 23 lat też miałam różne dylematy, podejmowałam decyzje, które niektórzy mi odradzali, jednak teraz po 10 latam wiem, że to były świetne decyzje i dzięki nim jestem w punkcie w którym czuję się szczęśliwa. Wiem jedno warto dążyć do szczęścia i się nie poddawać. A Twój pomysł z Oazą ekstra i 3mam za niego kciuki. Jak go rozwiniesz to daj mi znać. Masz e-maila:) 3maj kciuki, pa

  8. Ciekawe historie osobiste. Choć coraz trudniej mi w to uwierzyć, też miałem 23 lata – sporo planów i marzeń, studia w drodze i 2- letnią córkę. To jest okres w życiu kiedy jest jeszcze miejsce na poszukiwania drogi a nawet błędy. To właśnie doświadczenia oraz to jak z nich korzystamy, kształtują nas jako ludzi. Doświadczajmy tak wiele jak można, ale nie wicej…

  9. Gdyby się nad tym zastanowić to mam całą masę rad dla 23-letniej siebie 🙂 Ale niczego nie żałuję. Każdy musi wybrać swoją drogę, bez względu na to czy w wieku 23-lat wie czego chce od życia czy nie. Kiedyś w końcu będziesz wiedziała i zostanie ci cała reszta życia na robienie tego co kochasz. Niektórzy lubią pracę w biurze, inni wolą pracę w ludźmi lub prowadzenie własnego biznesu. Wszystko jest ok jeśli ty jesteś w ten sposób szczęśliwa 🙂

  10. „Tak trzeba”, „tak wypada” itp. itd. – urządzając własne życie pod dyktando innych, czy też od lat obowiązujących norm najłatwiej je przegrać… Być sobą, robić co się lubi, być odpowiedzialną,, szanować innych i siebie – to wydaje się być wystarczające 🙂 Powodzenia!

  11. To ze nie wiesz, to nic! Co z naszych planów i gotowych scenariuszy na życie, skoro ono i tak ma swój własny plan i jeszcze nie raz Cię zaskoczy? Żyć po swojemu, dzielić się dobrem i cieszyć małymi rzeczami – tylko tego potrzeba 🙂

  12. Pamiętam siebie w wieku 23 lat, chciałam zmienić świat, udzielałam się w wolontariacie. Świat zmieniłam tylko tym, którym wtedy pomogłam, ale jestem szczęśliwa, bo to i tak bardzo dużo. Teraz mam lat cyframi odwrotnie i nie wiem, co dalej i się tego nie boję. Życie to historia, którą warto zapełnić jak największą liczbą ciekawych chwil, ot, jak mawiał filozof.

    Karolina
  13. Twój wpis przeniósł mnie w czasie. Miałam 23 lata bardzo dawno temu i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Studiowałam coś bez przekonania, a wizja zdobycia pracy po studiach malowała się w bardzo czarnych kolorach. Chciałabym mieć teraz 23 lata i taki ogrom możliwości do wyboru. Patrz pozytywnie w przyszłość!!

  14. Ja już nie marzę o wyjatkowych urodzinach, raczej o tym by mieć swięty spokój :-))
    Ale życie potrafi zaskakiwać, ja najintesywniej żyłam po 30 -tce mając 2 dzieci
    i najlepieij ten czas wspominam, bo bawiliśmy się najwięcej.
    Jako nastolatka cy dwudziestolatka tak sobie 🙂
    Każdy ma inny zyciorys 🙂

  15. Dziś wymaga się od młodych ludzi, by w wieku 20 lat mieli cały plan na życie i stopniowo go realizowali. Owszem są tacy ludzie, ale zazwyczaj nie są przygotowani na wszelkie nieodziewane wypadki. Osobiście podziwiam cie za to, ze masz odwagę próbować nowych rzeczy i szukać swojej drogi 🙂

  16. Ja w wieku 23 lat wymyśliłam, ze zostanę żołnierzem. Były dodatkowe studia, siłownia, sport, dieta, i nagle okazało się, że mam jakąś wadę genetyczną, która uniemożliwia mi wyczerpujący wysiłek fizyczny i cały wysiłek, czas, pieniądze poszły w błoto… I wtedy zjawił się ktoś, kto mi uświadomił, ze mogę swoje zainteresowanie i ambicje zagospodarować, zostając wykładowcą na uczelni, którą właśnie skończyłam. I teraz, zamiast biegać po poligonie siedzę sobie spokojnie i zgłębiam teorię sztuki wojennej, historię konfliktów zbrojnych i kultury innych narodów.

  17. Kiedy miałam 23 lata, byłam na studiach i planowałam pracę w przedszkolu lub w szkole, tymczasem znalazłam się w księgarni. Najfajniejsze jest to, że połączyłam moją miłość do książek z wyuczonym zawodem 🙂 Udało mi się zdobyć umowę, co w moim mieście jest raczej cudem. Mimo wszystko czułam, że czegoś mi brakuje, a w wieku 23 lat, też nie wiedziałam co tak naprawdę chciałabym robić i jak potoczą się moje losy. Dziś mam 27 lat wiec sporo zajęło mi nabranie odwagi do zupełnej zmiany. Podjęłam najważniejszą decyzję w życiu i postanowiłam założyć własną księgarnie 🙂

  18. Bycie pielęgniarką w naszym kraju to niestety nic fajnego. Marna pensja w stosunku do odpowiedzialności i charakteru pracy nie zachęca do wyboru takiego kierunku w życiu. Sądzę, że dobrze się stało, że nie poprzestałaś na wyuczonym zawodzie. To jak będzie wyglądać nasze życie, w bardzo dużym stopniu zależy od nas samych. Trzymam kciuki za dobre wyboru.
    Świeżo upieczony 26-latek.

    Jeśli lubisz muzykę, zapraszam do odwiedzenia mojego bloga.

  19. Trudno oczekiwać od 18-19-latka zdającego maturę, że będzie wiedział czego chce, jaką ścieżkę wybrać, by dała mu szczęście. Często studia wybieramy, bo tak chcą rodzice, bo tak wybrała większość kolegów. A potem przychodzi czas, kiedy zaczynamy się zastanawiać, co tak naprawdę nas czeka i co dostaniemy od życia. Nie dziwię się, że nie wiesz, gdzie idzie Twoje życie. W wieku 23 lat też nie wiedziałam, liczyła się dobra zabawa i branie z życia dużymi garściami 🙂

    Aleksandra Załęska
  20. Świetne zestawienie tekstów. Mając 23 lata naprawdę nie można być pewnym co będzie dalej bo wszystko kręci się wokół i jeszcze 15 razy może się zmienić. Moje 23 lata to studia humanistyczne, życie studenckie ,obozy i przyjaźnie jak mi się wtedy wydawało na lata czy całe życie. Chwilowe romanse,ulotne chwile a dziś mieszkam od 14 lat za granicą, mam męża i z pozoru spokojne życie bo ciągle coś się zmienia.
    Wszystkiego najlepszego i pamiętaj jeszcze dużo przed Tobą!

  21. Nigdy nie możemy być do końca pewni co przyniesie nam życie i dlatego powiem ciesz się tym co masz i dalej korzystaj z uroków młodości. Ja będąc w Twoim wieku byłam już po półmetku moich humanistycznych studiów,marzyła mi się kariera i finanse. Cóż czas weryfikował swoje, dziś mieszkam z dala od swojego rodzinnego kraju i życie napisało mi zupełnie inny scenariusz. Pięknie żyj, kochaj i bądź kochana – wszystkiego naj z okazji urodzin:-)

  22. Ja mam już 29 lat!! i nadal nie wiem co takiego chciałabym robić, jeszcze poszukuję własnej drogi.;-) A w wieku 23 lat to byłam na studiach, kierunek filologia rosyjska, oczywiście ukończyłam studia magisterskie. Ale teraz to nawet nie mam z kim i gdzie porozmawiać w tym języku. ;-p;-)

  23. Świetny wpis. Mając 30 lat przebranżowiłam się kompletnie i żałuję, że nie zdecydowałam się na ten krok mając chociaż 25 lat, ale też bardzo się cieszę, że nie czekałam już ani dnia dłużej! 🙂

    Joanna Skrzypek
  24. Ja za dwa miesiące kończę 20 lat i tym bardziej nie wiem co dalej z moim życiem i jaki mam w nim cel. Chociaż nie, jest jeden… być szczęśliwą. Po maturze rzuciłam wszystko, namówiłam narzeczonego na wyjazd i teraz drugi tydzień siedzimy w Holandii. Uważam, że to jedna z najlepszych decyzji jakie mogłam podjąć. Najbardziej żałuję rzeczy które robiłam właśnie z rozsądku. Technikum ekonomiczne, bo tak mądrze a nienawidziłam tej szkoły całe 4 lata, zrezygnowałam ze sportów ekstremalnych bo co jak się pokaleczę? Zrezygnowałam z poledance bo jakoś nie za bardzo był czas. A teraz chętnie bym do tego wróciła. I nie byłabym ekonomistką tylko technikiem turystyki albo żołnierzem. Po maturze obiecałam sobie, że już żadna sytuacja w moim życiu nie będzie kierowana strachem, lenistwem, czy tym że „tak wypada”. Tobie na 23 urodziny życzę odnalezienia siebie, swojego celu i swojego szczęścia.

    mojeulubioneblog
  25. Jesteś jeszcze młoda Masz czas na wybór. W sumie każdy w każdym wieku może zmienić swoje życie. Niestety ono weryfikuje nasze wyn Idy a studia tak naprawdę nie pokazują prawdziwej pracy. Też skończyłam fizjoterapii ale w zawodzie pracowałam krótko. Byłam pełna idei a okazało się ze w szpitalu wygląda to inaczej. Nadal pracuje w branży medycznej ale jako szkoleniowiec.

    Emi
  26. Kto pyta nie błądzi – nie do końca z tym się zgodzę. Można pytać siebie codziennie co dalej i tak nie obroni nas to przed wejściem w ślepą uliczkę życia. Tylko to jest potrzebne. Nie każdy od razu znajdzie swoją drogę. Po drugie co przychodzi łatwo nie daje takiej satysfakcji. 23 lata dają duży komfort, jest czas na poszukiwanie…

  27. 23. urodziny – jak to już dawno 😉 A na poważnie – wróciłam pamięcią do tego konkretnego roku i dochodzę do wniosku, że dla mnie również był przełomowy. To właśnie wtedy wywróciłam swoje życie do góry nogami, zaczęłam robić, to na czym mi zależy, a przede wszystkim próbować, zdobywać nowe doświadczenia, patrzeć na świat z różnych perspektyw. Teraz ten czas poszukiwania wspominam z przyjemnością. Mówienie „nie wiem” jest w porządku. Odpowiedzi na najważniejsze pytania przychodzą same, trzeba mieć tylko oczy szeroko otwarte 🙂

  28. Hym… Myślę, że ja jestem w gorszej sytuacji gdyż mam 28 na karku, a nie wiem co chce w życiu robić. Na razie wychowuje córkę, ale zbliża się ten czas kiedy będę musiała podjąć decyzję i ruszyć gdzieś dalej przed siebie, aby na zawsze nie zakotwiczyć w domu.

    Pozdrawiam i życzę aby taki stan jak u mnie u Ciebie nie trwał tyle. 😉

  29. Niesamowicie wciągnął mnie Twój wpis. Masz prawo nie wiedzieć. Jednak najbardziej ujęło mnie jedno zdanie „Dlatego próbuje tylu rzeczy, korzystam z każdego dnia na maksa.” To powinno być mottem życia każdego człowieka. Po 1 nie dowiesz się jaka jest Twoja pasja, życiowa rola/zawód jeśli nie spróbujesz wielu, wielu rzeczy. Na początku będziesz zapewne mogła powiedzieć czego nie chcesz robić- ale to wbrew pozorom będzie już bardzo dużo. Z biegiem czasu wartości i wizja przyszłości z perspektywy zdobytego doświadczenia coraz bardziej będzie się uwidaczniała. Po 2 czerp i wyciskaj swój każdy dzień jak cytrynę!
    A jeśli los Ci zsyła często takie cytryny, to proszę nie zatrać swojej radości i nie gorzkniej pod ich wpływem, tylko zrób z nich lemoniadę, dodaj swojej słodyczy i… dziel się nią z innymi. Pozdrawiam 🙂

  30. Cześć Kamila. Bardzo ciekawy, szczery i osobisty artykuł. Zmartwiłem się gdy przeczytałem, że studia i pracę wybrałaś „z rozsądku”. Z pewnością jest to na jakimś etapie korzystne – przez jakiś czas. Jednak prawdziwe „Ja” oraz tzw. Twoja „prawdziwa natura”, wcześniej czy później upomną się o swoje. Napisałem kiedyś artykuł po targach pracy, na których prowadziłem warsztaty dla osób poszukujących lub zmieniających pracę. Zapraszam – znajdziesz go tutaj: https://www.opowiadaniarozwojowe.pl/blog/dobra-praca-co-to-takiego-jest-dobra-praca-wnioski-po-kolejnych-targach-careerexpo/ Może się przyda. Gorąco pozdrawiam, Piotr.

  31. Super wpis 😉 Czasem wydaje mi się, że świat jest urządzony tak, żebyśmy już w liceum wiedzieli jak ma wyglądać nasze życie. Dokonujemy przecież mnóstwo ważnych wyborów! Tylko trzeba mieć świadomość, że te wybory nie są jeszcze wyrocznią 🙂 Zawsze jest czas, żeby coś zmienić :))

  32. Cześć, jestem tutaj pierwszy raz, ale chętnie zostanę dłużej.
    Ja mam 21 lat i robię wiele rzeczy – studiuję, prowadzę własną działalność, uruchamiam e-zin, piszę książki i do tego opiekuję się domem, tworząc swoją rodzinę. Czasami się boję, że w wieku 31 lat stanę w miejscu i nie będę wiedzieć, co zrobić dalej, ale liczę, że będzie dobrze. To nic złego nie wiedzieć, co ma się robić – można próbować wielu, wielu rzeczy. Pozdrawiam!

  33. Fajnie by było, gdyby każdy z nas już na etapie dajmy na to szkoły średniej wiedział, co chce robić w życiu. No ale cóż, w praktyce wygląda to inaczej. Uważam, że najgorszą rzeczą, jaką można zrobić, jest pójście za tłumem, utartymi ścieżkami, bez wsłuchiwania się w siebie. Jak człowiek szuka własnej drogi, t w końcu ją znjadzie.

  34. W wieku 23 lat jak najbardziej można nie wiedzieć 🙂 super, że poszukujesz swojego miejsca i próbujesz się rozwijać w różnych kierunkach. Stabilna praca i takie ‚nasze’ miejsce jest w życiu bardzo ważne, więc jeśli tylko masz możliwość, żeby tego poszukiwać to działaj! Najgorzej siedzieć z założonymi rękami i czekać aż coś się zrobi samo, albo być w miejscu, które zupełnie nam nie odpowiada. Więc działaj, spełniaj marzenia i znajdź w tym świecie swoje idealne miejsce! 🙂

  35. Czasem mam tak, że odpalam rano kompa, a tam jakby palec boży! Ja jak miałam 23 lata, to byłam bardzo nieśmiała i zachowawcza. Życie przeciekało mi pomiędzy palcami. Teraz mam 10 lat więcej, a całkiem niedawno pomyślałam, że jak tak „zachowawczo” żyć nie chce, więc zaczęłam inaczej. Podziwiam i zazdroszczę, że w tak młodym wieku postanowiłaś coś zmienić, szukać siebie, bo należy szukać siebie. Jak nic nie będziemy robić to samo się nie znajdzie… Miło tu u Ciebie, będę wpadać i czytać bo zaciekawiła mnie Twoja osoba 🙂

    1. Dziękuje Ci bardzo za te słowa i że podzieliłaś się również swoim zdaniem 🙂 Co takiego zmieniłaś?
      Ja ciągle szukam, błądzę, znajduję ale podoba mi się ten stan, chociaż czasami juz bym chciała tej stabilności, wierzę że w końcu przyjdzie 🙂

  36. Swietny wpis! Każdy z nas jest inny, każdy z nas potrzebuje na wszystko czasu. Właśnie tak jak Ty go potrzebujesz. Ja w wieku 23 lat byłam od 5 lat w szczęśliwym związku, planowałam ślub, przeprowadziłam sie z dnia na dzień z moim narzeczonym do Gdyni. Nigdy nic nie planowałam, wszystko działo sie na spontana i tak jest do dzisiaj. Uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny. W życiu musimy ponieść porażkę, ale też zobaczyć jak wygląda szczęście. Życzę Ci, byś odnalazła swoją drogę i szła nią do celu w szczęściu i zdrowiu! 🙂

    1. Czasami takie spontaniczne decyzje dobrze nas prowadzą, tak jak było w twoim przypadku.
      Również tak uważam, że wszystko ma jakiś swój sens 🙂
      Ooo dziękuje bardzo, miło mi i dla Ciebie również dużo zdrowia i szczęścia 🙂

  37. Przez całe życie mamy prawo szukać siebie. Przez całe życie możemy odkrywać się na nowo, zmieniać, szukać, kochać i nienawidzić. Każdy z nas ewoluuje. Dopóki nie robisz czegoś wbrew sobie – cała reszta nie ma znaczenia. Trzymam za Ciebie mocno kciuki!

  38. Jesteś jeszcze bardzo młoda, i jeszcze dużo życie Ci przyniesie. Ja zaczynałam studia z myślą o innym kierunku, skończyłam o jeszcze innym, a życie potem i tak zweryfikowało wszystko że tak naprawdę nawet pracy w nim nie podjełam 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *