Jest to mały kraj, który ma bardzo wiele do zaoferowania. Jeśli lubicie góry – znajdziecie coś dla siebie! Jeśli lubicie morze, to tym bardziej znajdziecie coś dla siebie. Albania, bo o niej mowa, jest najwyżej wzniesionym krajem Europy, zaraz po Szwajcarii, a jej najwyższy szczyt Korab (Maja e Korabit) mierzy 2764 m n.p.m. Od strony północnej Albania graniczy z Morzem Adriatyckim, Czarnogórą, Kosowem, od wschodu z Macedonią, natomiast południe ograniczone jest przepięknym Morzem Jońskim oraz znaczną częścią Grecji.

Dlaczego tak mało wiemy o Albanii?

Otóż za czasów panowania Envera Hodży panował tam głęboki komunizm, który skończył się dopiero w latach 1990–1991 za sprawą licznych protestów i demonstracji. Po tych wydarzeniach ludzie chętniej opuszczali ten kraj, niż przybywało nowych. Albania rozwijała się małymi krokami i rozwija się cały czas. Dopiero od paru lat stała się chętniej odwiedzanym miejscem na wypoczynek, a podczas pobytu w tym państwie gwarantuję Wam, że spotkacie wielu Polaków.

Jak najlepiej dotrzeć do Albanii?

 

Jeśli planujecie odwiedzić ten kraj w większym gronie, dobrym i ekonomicznym rozwiązaniem jest podróż samochodem. Do pokonania jest około 2000 km, po drodze zobaczycie dużo pięknych miejsc, ale najpiękniej będzie w Albanii. Średni koszt dojazdu to około 200 euro (ceny paliwa i winiet). Jest to dość długa trasa, więc najlepiej w połowie drogi, czyli mniej więcej w Serbii zatrzymać się na nocleg. Drugim rozwiązaniem bardziej komfortowym, lecz droższym, jest podróż samolotem. Jeśli chcemy dotrzeć do stolicy, nie mamy do dyspozycji bezpośrednich lotów, zazwyczaj odbywają się one przez Serbię, Grecję czy Austrię, bezpośrednie połączenia są z Berlina lub Budapesztu. Dobrym wyjściem jest podróż na grecką wyspę Corfu z Polski (Gdańsk, Poznań, Katowice, Wrocław, Warszawa), stamtąd promem do Albanii, a dokładniej do Sarandy w cenie około 20 €.

Saranda

Miejsce, od którego można zacząć podróż, czyli zaczynamy od deseru. Nie jest to duże miasto, ale uznawane za najładniejszy kurort w Albanii. Jest tam podobno aż 300 słonecznych dni w roku i słońce udziela się każdemu, widać to po uśmiechach i opaleniźnie. Znajdziecie tu mnóstwo miejsc z pysznymi, świeżymi owocami morza. Nie wyobrażam sobie nie zjeść też tradycyjnego byrka (cienkie ciasto filo z farszem, najczęściej mięsnym, ze szpinakiem lub z serem), a do tego dhallë, czyli słonawy jogurt – jako śniadanie na jednej z ławek bulwaru przy morzu. Kawę możemy wypić w klimatycznej kawiarni tuż przy małym porcie.

Schłodzimy się w Morzu Jońskim, odpoczniemy na jednej z pobliskich plaż, a jeśli mamy do dyspozycji samochód, możemy wyruszyć w poszukiwaniu dzikich miejsc lub znaleźć po prostu mniej zaludnione.

Wieczornego wina polecam napić się na Zamku Lëkurësi z przepięknym widokiem na całe miasto i sąsiednią wyspę Cofru, jeśli traficie za zachód słońca, to gwarantuję Wam, że będzie to jeden z piękniejszych widoków. Możemy też przyjść na występ zespołu folklorystycznego, by posłuchać tradycyjnej albańskiej muzyki.

 

Południe Albanii oprócz niesamowitych plaż oferuje nam też liczne miejsca do odwiedzin, m.in. monastery, Syri i Kaltër, czyli Niebieskie Oko. Jest to źródło, z którego wypływa do rzeki niesamowicie błękitna woda, wartym zobaczenia miejscem jest też Park Archeologiczny Butrinti i miasto Gjirokastra, czyli miejsca wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. W centrum kraju kolejnym miejscem z listy UNESCO jest miasto Berat zwane Miastem Tysiąca Okien.

Podróżowanie wewnątrz kraju odbywa się za pomocą autobusów lub małych busów – czyli furgonów. Czasem trudno znaleźć przystanek, nie są one szczególnie oznakowane, tak samo z rozkładem jazdy, jest on raczej orientacyjny, bo zazwyczaj autobusy odjeżdżają wtedy, kiedy zbierze się wystarczająca liczba pasażerów. Nie ma co się obawiać, jeśli chodzi o barierę językową. Gdy o coś zapytacie, a dana osoba nie będzie rozumiała, zaraz znajdzie kogoś, kto Wam odpowie, lub porozumiecie się za pomocą gestów. Może zdarzyć się też tak, że Was podrzuci czy odprowadzi do szukanego przez Was miejsca.

Tirana

Kiedyś w Internecie natknęłam się na artykuł, że stolica Albanii, czyli właśnie Tirana, jest najbardziej odpychającym miastem świata. Wiele osób, które tam było, na pytanie: jak podoba im się miasto, odpowie: hmm… jest inne. Co kryje się pod słowem INNE?

Jak w każdym dużym mieście widać tam kontrast. Na przestrzeni lat to miasto zmieniło się bardzo i wciąż ewoluuje. Przechadzając się ulicami, możemy zobaczyć meczety, kościoły prawosławne czy katolickie. Należy też wspomnieć, że w czasach komunizmu Albania była państwem ateistycznym, a dyktator większość obiektów sakralnych zburzył lub wykorzystał na swój użytek. Natomiast teraz przeważa tam islam, choć muszę przyznać, że więcej kobiet w burkach widziałam w Holandii niż tam. Stolica Albanii słynie z wielu ekskluzywnych miejsc, dzielnica Bllok, która była kiedyś tylko do użytku władz, teraz jest dostępna dla wszystkich. Znajdują się w niej liczne kawiarnie, restauracje czy puby, a wieczorami przejeżdżają tamtędy samochody najwyższej klasy. Na ulicach w sezonie możecie kupić pieczone kasztany, grillowaną kukurydzę. Mijać Was będą żebrzące cygańskie dzieci, a otaczać będzie nie pęd ludzi jak to w dużych miastach, lecz szaleni kierowcy i nieustający dźwięk klaksonów, ponieważ Albańczycy uwielbiają używać sygnału dźwiękowego na powitanie, w wyniku frustracji lub w celu komunikacji, bo np. zmieniają pas ruchu. Pamiętam moje pierwsze spotkanie z tym miastem, gdy na drodze szybkiego ruchu zaraz po ujrzeniu najnowszego mercedesa, zobaczyłam… osiołka! Co więcej, szedł zupełnie sam, załadowany z każdej strony i doskonale wiedział, dokąd ma iść. Od razu wiedziałam, że będzie to ciekawe miejsce. Jeśli chodzi o atrakcje turystyczne tego miasta, to jest ich coraz więcej, m.in. BunkART i BunkART2, czy Piramida która teraz jest pełna śmieci i spacerujących dzieci po jej konstrukcji, kiedyś pełniła rolę centrum konferencyjnego.

 

A wspomniane bunkry pierwotnie stanowiły one schrony dla Envera Hodży i członków Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, teraz zostały przeznaczone dla turystów. Możemy w nich przybliżyć sobie m.in. historię komunizmu i tajnej policji. Na zwiedzanie tych „bunkrów” musimy poświęcić trochę czasu, ponieważ w jednym z nich znajduje się ponad 100 pomieszczeń. Warto również wybrać się na Górę Dajti i wjechać kolejką linową, by podziwiać panoramę miasta. Wprawdzie sam szczyt góry zajęty jest przez wojsko, ale po wyjściu z gondoli możemy udać się na spacer, usiąść na ławce i podziwiać piękny widok lub wybrać się do obrotowej restauracji.

Kluczowym miejscem w stolicy jest Plac Skanderbega, od niedawna dostępny tylko dla ruchu pieszych. Znajduje się na nim ogromny pomnik narodowego bohatera – Skanderbega, opera, Narodowe Muzeum Historyczne ze słynną mozaiką przedstawiającą 13 postaci Albańczyków z różnych epok. Kolejnymi zabytkami są najstarszy Meczet Ethem Beja oraz Wieża Zegarowa (Kulla e Sahatit). Warto wybrać się też do Parku i Madh w centrum miasta, by być chociaż przez chwilę bliżej natury, nie wychodząc z miasta.

Czas na góry

Koniecznie należy zobaczyć Kruję otoczoną niesamowitymi górami, jest to miasto wcześniej wspomnianego Skanderbega, gdzie znajduje się jego Muzeum i Zamek. W tym miejscu warto kupić pamiątki, bo wybór jest ogromny, dużo rzeczy jest typu hand- made, więc można wybrać coś unikatowego, poza magnesem czy miniaturką bunkra. Podążając dalej na północ, dotrzemy do największego miasta w tej części kraju, czyli Szkodry. W centrum koniecznietrzeba zatrzymać się w Zamku Rozafa i wysłuchać legendy o zamurowanej kobiecie w jego ścianach, zrobić zdjęcie panoramy miasta i ogromnego Jeziora Szkoderskiego.

 

Od Placu Demokracji możemy iść podziwiać piękny Wielki Meczet czy Kościół Franciszkanów, by napić się taniej i pysznej kawy na deptaku w centrum miasta.

Bardziej odważnym polecam wybrać się w mało za ludnione, ale robiące niesamowite wrażenie Bjeshket e Namuba, czyli Góry Przeklęte. Ta przerażająca nazwa wzięła się od tego, że jest to obszar, na którym bardzo ciężko się żyje, zima jest bardzo długa i sroga, a teren trudny pod uprawę. Obszary dla turystów są już coraz częściej oznakowane, a parę lat temu było tam naprawdę dziko. Nie znajdziemy tam hoteli ani instytucji działającej jak GOPR, dlatego musimy być ostrożni i pamiętać, że jesteśmy zdani tylko na siebie. Jeśli chodzi o nocleg, to możemy liczyć na gościnność mieszkańców. Często prowadzą oni noclegownie w swoich domach, a rano na śniadanie zjecie domowy jogurt lub świeży kozi ser.

Jak góry to Teth, czyli wieś w Parku Narodowym Ethit. Z tym miejscem zawsze kojarzyć mi będzie się kościół oraz wieża odosobnienia. Jeśli marzy nam się trekking, to najlepiej z lokalnym przewodnikiem, by dotrzeć m.in. do doliny Valbony. Widoki w albańskich górach na pewno zostaną na długo w Waszej pamięci, jak też cała podróż po tym kraju.

23 komentarze

  1. Albania to wyjątkowe miejsce na ziemi. Póki co nie jest na naszej liście najbliższych krajów do zwiedzenia, ale w przyszłości jak najbardziej. Obecnie skupiamy się na destynacjach azjatyckich z racji naszego miejsca zamieszkania 🙂

  2. Coraz bardziej podoba mi się to miejsce, kusi, aż żałuję, że już zaklepaną mamy tą Chorwacje, bo ciągnie mnie tam jak magnes. Mam nadzieję, że uda mi się przyjechać za rok, tylko teraz najgorsza ta trasa, najlepszy byłby samolot ale te przesiadki, a potem dojazd do was :/ wszystko do przemyślenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *